napisał: Piotr Wojtkowski

LIMA


Od jakiś 40 lat chciałem obejrzeć budowle Inków. Można powiedzieć - od zawsze. Wreszcie udało się, to marzenie zrealizować. Trochę trwało zanim wyjechaliśmy (z Panią Elą - oczywiście), ale trzeba było się przygotować. Przez ostatni rok zbierałem informacje o Peru i warunkach w jakich przyjdzie nam podróżować. Highslide JS Highslide JS Czytałem relacje, szukałem tańszych rozwiązań.

Z tymi tanimi rozwiązaniami, to niektóre się udały, inne nie za bardzo. Udało się znaleźć trekking czterodniowy do Machu Picchu za 330 $, ale za to z biletami się pospieszyłem. W późniejszym terminie byłoby taniej. Jesteśmy, jednak zadowoleni, bo i tak wyszło w miarę tanio.

Pojechaliśmy w trójkę. Pani Ela, moja skromna osoba i Jacek, który przez internet, zgłosił chęć dzielenia z nami trudów wyprawy i który okazał się bardzo pomocny z uwagi na znajomość języka hiszpańskiego. Dzięki niemu, na przykład, wiedzieliśmy co zamawiamy do jedzenia...

Do Limy dotarliśmy 19 kwietnia, pod koniec pory deszczowej, wróciliśmy do Warszawy 10 maja. Prawie wszystko co zaplanowaliśmy zostało zrealizowane.

19 kwietnia - sobota

Highslide JS Highslide JSLOTEM bliżej, wiec polecieliśmy z Warszawy do Madrytu tą linią. Połączenie było sztukowane, w związku z tym, mieliśmy parę godzin do odlotu do Limy, które wykorzystaliśmy na włóczenie się po Madrycie. Bagaże zostawiliśmy na lotniskowej przechowalni. Razem z bagażami i aparat fotograficzny, więc Pani Ela miała na kilka godzin tematy...

Szczęśliwie do Limy lecieliśmy siedząc daleko od siebie, więc miałem czas się wyspać. Lot nocny. Na miejscu znaleźliśmy się koło 5.30 rano.

Na sam początek - nauczka! Pani Ela wynegocjowała przewóz taksówką do hostelu Espania za 20. Tyle, że nie uzgodniła czego. Dolarów, czy soli. (1$ = 3 sole) Przy hostelu dała banknot 100-solowy i wydał 40. Gapowe się płaci... Highslide JS Highslide JS

Pokój trzyosobowy w tym hostelu kosztuje 60 soli za noc. Z łazienką. Jacek zarezerwował, bo przyleciał dwa dni wcześniej. Walimy się do łóżek i drzemiemy do 9. Jak dobrze nóżki wyciągnąć po 11 godzinach lotu!!!

Koło dziewiątej pukanie - Jacek. Przedstawiam Pani Eli, bo jakoś, go nawet na "Skypie" nie widziała. Niemnożko paznakomilis i na miasto! Na śniadanie, bo w hostelu podłe. Mieszkamy blisko Plaza des Arms - główny plac w Limie, jak i w każdym peruwiańskim mieście. Jeszcze wszystko pozamykane. Miasto dopiero budzi się. Jest sobota, to i nie dziwota...

Wreszcie znajdujemy otwierającą się restauracyjkę, w której jemy omlety.Highslide JS Highslide JS Śniadanko po 6 soli od osoby. Niedrogo. Od razu lepiej patrzy się na świat.

Jak to moje dziecko mówi - "Kotek najedzony, to kotek szczęśliwy". My też. Oglądamy Plaza des Arms. Pałac Prezydencki, katedra, kościół Dominikanów... Włóczymy się po okolicy.

Przy Pałacu Prezydenckim znajduje się Komenda Główna Policji. Przed nią skot z erkemem. Posterunki policji. Ogólnie policji i różnych "security" sporo. Niby bezpiecznie, ale o czymś to świadczy...

Trafiamy do kościoła Franciszkanów. Zwiedzamy podziemia. Niestety, nie wolno robić zdjęć. W podziemiach - zbiorowe groby?,jak to nazwać? No, posortowane kości zmarłych. Osobno czaszki, kości długie, żebra... Jak oni się pozbierają w Dzień Sądu? Kiedy wychodzimy spotykamy Polaków. Wycieczka - nie gadamy, bo się spieszą.Przewodniczka prowadzi nas na górę. Podziwiamy mury i przede wszystkim Bibliotekę! Wspaniałe zbiory, tyle, że pilnują i nie można za blisko podejść...

Highslide JS Highslide JSJest wcześnie, więc jedziemy taksówką za 10 soli do Muzeum de Oro (złota). To prywatna kolekcja udostępniona zwiedzającym, oczywiście za opłatą. Znowu spotykamy Polaków, ale jakoś nie chcą z nami rozmawiać. Wycieczka.

Kolekcja, to typowy misz-masz. Wszystko. Zbroje, bibeloty, broń, inkaskie wyroby. Dużo i pomieszane. Za dużo i za bardzo pomieszane. W dodatku fotek tutaj też nie wolno robić. Przy muzeum taksówkarz chciał nas zawieźć do hotelu za 30 soli. Wolimy się przejść.

Po drodze oglądamy okoliczne wille.Ogrodzone murami na wysokość 2,5 - 3 metrów. Płoty betonowe, albo z cegieł. Na wierzchu płotu potłuczone butelki,albo druty pod napięciem. Czasami i jedno i drugie. Chyba niezbyt tutaj bezpiecznie...

Wracamy na obiad, który jemy tam gdzie śniadanie. Niedrogo. Highslide JS Highslide JS Za całość płacimy 35 soli. Wczesne popołudnie. Załatwiamy sobie godzinny przejazd autobusem po Limie - po 8 soli od osoby. Teraz wiemy co jeszcze musimy zobaczyć!!!

Wracamy do hostelu. Znowu Polacy. Tym razem, jak i my - plecakowcy. Przylecieli dwa dni wcześniej. Byli na wybrzeżu, ale nie tam, gdzie nas by interesowało.

My zostajemy, Jacek idzie na mszę. Po powrocie zdaje relacje. Wywołał małe poruszenie - wszyscy chcieli wymienić z nim "znak pokoju". Idziemy spać, bo jutro lecimy do Cuzco. Rano.

wróć na początek strony

NASTĘPNA STRONA