napisał: Piotr Wojtkowski

CUSCO


20 kwietnia

Szybkie i byle jakie śniadanko, jeszcze złożone z zapasów z kraju (prócz pieczywa - bułeczki).Highslide JS Highslide JSJesteśmy już spakowani, więc tylko sprzątnąć i na lotnisko! Tym razem za taksówkę płacimy 20 soli.

Stojąc w kolejce do kasy - musimy wykupić opłatę wylotową (30 soli) - Pani Ela zastanawia się gdzie schowała nóż. Pamiątkowy, z Tunezji. Pocieszamy ją, że się znajdzie na bramce. Przy okazji dowiaduję się, że opłata wylotowa za granicę Peru wynosi równowartość 35 $.

Ściągają pieniądze skąd tylko mogą! No ale --co kraj, to obyczaj...

Przechodzimy wreszcie przez bramkę. Nadałem wszystko na bagaż, więc nawet nie pikło. Za to u Pani Eli popikało!!! Znaleźli nóż! Ten z ochrony miał taką dziwną minę... Ale, że nie wyglądaliśmy na członków "Świetlistego Szlaku", więc nas puścili. Nożyk, oczywiście przepadł.

Pani Ela tak się zestresowała, że cały lot przesiedziała cicho i nawet nie chciała oglądać gór!Highslide JS Highslide JS

Wreszcie, koło 10 lądujemy w Cuzco! Na lotnisku, kiedy tylko wychodzimy przez bramkę wzbudzamy żywe zaiteresowanie łapaczy. Sezon turystyczny jeszcze się nie zaczął, więc jesteśmy łakomym kąskiem po jałowej porze deszczowej.

Mnie zatyka. Brak tlenu. Oddycham szybo i płytko. To jednak około 3400 m npm. Wysoko. Dajemy się złapać i załatwiamy hostel trzygwiazdkowy blisko Plaza des Armas. I dwie wycieczki. Mamy dwa dni na aklimatyzację, a później 4 dni spacerek do Machu Picchu. Chyba damy radę.

W hostelu dają nam pokój z łazienką, z której wentylacja wychodziła na pokój. Od razu skorzystałem. Jacek najpierw otworzył drzwi na korytarz, ale że przeciąg słaby, to wyrwał do recepcji i szybko zamienił na normalniejszy.

Bilet na zwiedzanie zabytków w okolicy za 130 soli sztuka.Highslide JS Highslide JS

Najpierw zabierają nas do Kościoła Dominikanów - Pięknie położony, zbudowany na miejscu inkaskiej Świątyni Słońca. Wspaniałe mury! Głaszczę je, kiedy przechodzę. Z zachwytu zapominam o wysokości...

Wewnątrz przewodnik pokazuje nam w jaki sposób łączono bloki skalne. Inkowie obrabiali kamień, jak my drewno. Łączenie "na zakładkę", "obce pióro", " z bolcem"...

Z satysfakcją opowiada, jak w czasie kolejnego trzęsienia ziemi (są tam często), wszystko, co pobudowali Hiszpanie się zawaliło. Ostały się tylko mury Inków.

W autobusie przechodzimy krótki kurs żucia koki. Według przewodnika, koka jest dobra na wszystko. Na wysokość, na głód, na inne sprawy podobno też, ale że nie znam języków, to i się nie dowiedziałem, bo ani jedno, ani drugie nie chciało powiedzieć. Ja, to się mam!!!

Highslide JS Highslide JS Jakieś dwa kilometry od Cuzco znajduje się Sacsayhuaman - archeologiczny kompleks budowli.

Oglądamy fort zbudowany z głazów, które, największe ważą po 90 - 120 ton. Stanąłem przy takim. Gdyby przygniótł człowieka, to zrobiłby go na dwuwymiarowo.

Z najwyższego miejsca rozciąga się piękny widok na dolinę. Wlazłem tam i popatrzyłem. Warto było, a i coca pomogła!

O porządek dbają pracownicy mieszkający w małych chatkach. Jeden, pod nadzorem, strzygł sierpem trawę. Nie widać było na jego twarzy zadowolenia...

Jedziemy dalej - do Qenqo.

Highslide JS Highslide JSNieduża świątynia, zwana również "Labiryntem". Za czasów inkaskich odbywały się tam ceremonie ku czci słońca, księżyca i gwiazd. Wygląda naprawdę, jak labirynt. Korytarze skalne stworzone przez naturę zostały przez ludzi dostosowane do ich potrzeb. Pani Ela i Jacek słuchali przewodnika, ja w tym czasie łaziłem po zakamarkach.

Zwiedziliśmy jeszcze Pucapucara i Tambomachan. Szczególnie Tambomachan było pięknie położone. Ze swoimi budowlami, fortecą, no i źródłami nadal bijącymi. Teraz zrozumiałem, że woda jest uważana za afrodyzjak.

Chciałem się napić, ale wytłumaczono mi, że wystarczy, jak żuję kokę... Nie, to nie...

Zapada wieczór. Zostajemy podwiezieni do sklepu z pamiątkami. Srebro, swetry, bluzki, szale... Wszystko piękne. Pani Ela pyta o cenę. Przestaje nam się podobać. Wsiadamy do autobusu i koło 20 jesteśmy w Cuzco. Jutro Święta (Sekretna) Dolina!


21 kwietnia - poniedziałek

Highslide JS Highslide JS Rano na śniadanie. W hostelu. Cena wliczona w koszt pokoju. Byle co. Po dwie bułeczki sok, herbata. Mate de koka. Jacek stał się fanem tego napoju. Rzeczywiście pomaga, ale liście lepsze. Zresztą żujemy wszyscy. Nawet Pani Ela dała się namówić. Smakuje jak trawa, ale efekty są...

Po dziewiątej odbierają nas z hostelu. Teraz już wiemy, że chodzi o Jacka, kiedy wołają "Hasek!". Zwiedzanie zaczynamy od Pisac.

Tarasy, ruiny. Rozległe miejsce. Trzeba trochę pochodzić, aby wszystko zobaczyć. No to chodzimy. Najczęściej do góry. Pocieszam się, że później będzie z górki. Wysokość dokucza, ale już nie tak, jak wczoraj. Trochę zaczynam się przyzwyczajać, a i koka pomaga.

Highslide JS Highslide JS Żujemy z Jackiem na zmianę. Jeden skończy, drugi zacznie. Pani Ela tylko od czasu do czasu. Ale dyszy, jak i my. Twardzielica!!! Zawzięta!!!

Przelecieliśmy się dookoła góry, zeszliśmy na dół, a później w górę. Słoneczko świeci, robi się coraz cieplej. Docieramy wreszcie na parking do autokaru. Obok sprzedawcy soków. Z pomarańczy. Za dwa sole. Jaki dobry, mokry...

Nabieramy sił na dalsze zwiedzanie. Przedtem jednak dowożą nas do Urubamby, gdzie jemy obiad. Peruwiańskie melodie wygrywa jednoosobowa orkiestra. Całkiem nieźle...

Wreszcie dojeżdżamy do Ollatamtamby. Wspaniała forteca Inków! Znowu wspinaczka. Mijamy tarasy wchodząc coraz wyżej, aż do Świątyni Słońca. Niesamowity widok na pobliską górę z wizerunkiem twarzy brodatego mężczyzny. Highslide JS Highslide JSPrzewodnik mówi, że to się samo zrobiło i jest to twarz Wiracochy. Jeden z cudów natury. Robi wrażenie!

Na szczycie skały rozległe budowle. Mało zniszczone. Dobrze wszystko zachowane, można łazić i podziwiać. Kiedy stoję nad przepaścią, wspominam Delos. Grecka wyspa - z podobnie usytuowanymi świątyniami. Niektórzy lubią wysokość i przestrzeń...

Całość jest tak niesamowita i piękna, że nie mogę sobie wyobrazić czegoś wspanialszego.

Czy Machu Picchu przebije Ollatamtambo? Dowiem sie dopiero za pięć dni. Najpierw musimy przejść Królewską Drogę Inków. Początek jutro!

Highslide JS Highslide JSPóki co, po podziwianiu okolic twierdzy jedziemy do Chinchero. Jest to osada, w której czas się zatrzymał. Stare uliczki, urokliwe zakątki... I nachalne dzieci!!! Na szczęście wchodzimy do jednego z domów na pokaz tkactwa. Dumna, młoda Indianka, w stroju ludowym pokazuje sposoby barwienia tkanin.

Wszystko naturalnymi składnikami. Po pokazie zapraszają do stoisk. Wszystko tańsze niż gdziekolwiek indziej. Ponosi mnie i kupuję za 10 soli czapkę - podobną do tej, jaką kupiła Pani Ela. Moja Wspaniała Żona kupuje szal.

Kiedy wyszliśmy znowu opadły nas dzieci. Oferują to samo co dopiero oglądaliśmy. Trochę taniej. Jacek wytargował skarpetki. Wełniane. Później narzekał, że gryzą jak włosienica... Highslide JS Highslide JS

Robi się ciemnawo - wracamy do autobusu. Jeszcze tylko odmawiamy sprzedawczyni kukurydzy i jazda do Cuzco.

W ostatniej chwili wskakuje dwóch miejscowych chłopców, w wieku ok.8 - 10 lat. Coś tam powiedzieli, z czego zrozumiałem, że zbierają na szkołę dla siebie i zaczęli śpiewać. Przypomniała mi się dziewczynka grająca na skrzypcach, na Krupówkach, też zbierała na naukę, chociaż lepiej by było, gdyby tego nie robiła!

- Słuchajcie, - pytam się swoich - rozumiem, ,ze oni będą śpiewali, aż ktoś coś da?

- Jest tak, jak myślisz - Jacek również ma zbolałą minę

Highslide JS Highslide JSWyciągam parę soli daję starszemu. Jeszcze przeleciał się po autobusie z czapką i wysiedli. Jaka cisza. Jak dobrze... Mnie zawsze z lekcji muzyki wyganiano, kiedy zaczynałem śpiewać. Ich też by wygnano...

Jest ciemno, kiedy wracamy. Cuzco leży w dolinie, więc powoli zjeżdżamy w dół. Z okien autobusu oglądam panoramę rozświetlonego miasta. Teraz dokładnie widać, jakie rozległe i pięknie położone. Centrum w dolinie, a uboższe dzielnice wspinają się na stoki gór. Piękny widok.

Za wczorajszą wycieczkę zapłaciliśmy po 10 soli, dzisiaj kosztowało po 25. Dlatego, że z obiadem. Nie mamy zbyt wiele czasu,więc niestety musimy korzystać ze zorganizowanych form zwiedzania. Coś za coś...

Wracamy do hostelu, pakujemy się - przygotowania do trekkingu! Od jutra przez trzy dni bez prysznicu i pod namiotami. Ciekawe, jak to wytrzymamy...

wróć na początek strony

POPRZEDNIA STRONA

NASTĘPNA STRONA