napisała : Ela Piskorska

Brazylia

21 stycznia

Dzień drugi pobytu w Foz do Iquazu zaczynamy od zmiany hotelu. Poprzedniego dnia odwiedziliśmy pobliskie hotele i znaleźliśmy wolne miejsca w hotelu San Remo. Chociaż poprzedniej nocy zatrzymaliśmy się w hostelu, a teraz mieszkamy w hotelu, to jednak zmiana jest na gorsze. Nie jest istotne, że mieszkamy w czwórce, a w hostelu mieszkaliśmy w dwójkach, teraz mieszkamy w hotelu dla miejscowych, który czasy świetności ma dawno za sobą i powinien przejść remont generalny. Natomiast obsługa jest miła, głównie są to staruszkowie, dla których (jako jedyni cudzoziemcy) jesteśmy prawdziwą atrakcją.

Cataratas do Iguaçu
Cataratas do Iguaçu
Cataratas do Iguaçu
Cataratas do Iguaçu
Cataratas do Iguaçu
Cataratas do Iguaçu
Cataratas do Iguaçu
Cataratas do Iguaçu
Cataratas do Iguaçu
Cataratas do Iguaçu

Załatwiamy sobie przez agencję turystyczną dowóz do brazylijskiej części wodospadów. Wstęp na teren parku 52 reale, za które można obejrzeć jedynie ogólnie dostępną ścieżkę. Przejście krótkie chociaż bardzo piękne. Widoki na wodospady oszałamiają, końcowa część ścieżki doprowadza bardzo blisko zespolonej ilości wodospadów. Po przejściu po pomostach, wszyscy wracamy przemoknięci od ogromnej chmury wodnej unoszącej się w powietrzu. Windą wjechaliśmy na górny taras, skąd mogliśmy podziwiać ten sam widok, tyle, że z oddali. Na tym skończyło się zwiedzanie brazylijskiej części wodospadów.

Chcieliśmy przejść pieszą ścieżką nad rzekę, okazało się to niemożliwe. Wszystkie ścieżki w okolicy wodospadów są dodatkowo płatne i to sporo. Rezygnujemy i wracamy wcześniej do hotelu. Wymieniamy pieniądze na argentyńskie peso, które będą nam potrzebne nazajutrz, na wstępy. Na obiad wybieramy się do wypatrzonej wczoraj restauracji, gdzie (jak sugeruje napis) serwuje się regionalne potrawy.

Trafiliśmy doskonale, dostajemy zgrillowane różnego rodzaju mięsa, a wszelkie dodatki dobieramy według gustu. Na początku jemy z chęcią, potem tylko próbujemy, delektując się kombinacją mieszanek, jakich użyto do marynowania i uzyskanymi przez to smakami potraw. Wieczorem idziemy do pobliskiego baru na piwo, które podawane jest tutaj w wielkich butelkach, trzymanych w termosach również w kształcie butelek. Jest późne popołudnie i upał zelżał, jakie to wspaniałe uczucie wygrzewać się w styczniowym słońcu!

Cataratas do Iguaçu
Cataratas do Iguaçu
Cataratas do Iguaçu
Cataratas do Iguaçu
Cataratas do Iguaçu
Cataratas do Iguaçu
Cataratas do Iguaçu
Cataratas do Iguaçu
Cataratas do Iguaçu
Cataratas do Iguaçu

22 stycznia

Dzisiaj jedziemy do argentyńskiej części wodospadów. Rano czekamy około godziny, bo agencja turystyczna o nas zapomniała. Wreszcie zostajemy dokooptowani do innej grupy Polaków i razem wyruszamy. Najpierw zostajemy zawiezieni na granicę, gdzie kierowca busa załatwia nam pieczątkę wjazdową do Argentyny. Dopiero potem jedziemy do parku. Okazuje się, że po parku poprowadzono kilka szlaków turystycznych, teren jest rozległy i duża ilość turystów nie jest uciążliwa. Najpierw wybieramy szlak czerwony, który prowadzi nas górą, potem przechodzimy na szlak niebieski i oglądamy te same wodospady z dołu. Wrażenia niesamowite, różnorodność wodospadów, roślinności, ptactwa oraz innych stworzeń z dżungli, (które wyszły w nadziei, że coś wyżebrzą od turystów) ogromna.

Cataratas del Iguazú
Ptaszek czeka. Może ktoś wpadnie...
Cataratas del Iguazú
Kolorowe ptaki chuwają się po drzewach
Cataratas del Iguazú
... kolorowo ...
Cataratas del Iguazú
Dokarmiany przez ludzi sum czeka na smakowite kąski
Cataratas del Iguazú
Łaziło to to po okolicy

Chodzimy przez kilka godzin, ciesząc się jak dzieci bajkowymi widokami. Na koniec dochodzimy do stacji kolejki, która ma nas zawieźć do „Garganta del Diablo”, odczekujemy swoje w ostrym upale, po czym kolejką jedziemy na górę do początku szlaku. Przejście do wodospadów, poprowadzone jest systemem pomostów, przerzuconych nad dwiema rzekami, które wspólnie tworzą wodospady. Po drodze zatrzymujemy się, aby zobaczyć wielkie sumy, które karmione są przez turystów. Pomost przy gardzieli diabła zapchany jest ludźmi, a dodatkowo oblewany strumieniami wody, która unosi się nad wodospadami i pchana jest podmuchami wiatru. Widok jedyny w swoim rodzaju, możliwy do sfotografowania chyba tylko z góry. „Gardziel diabła” to ogromna zlewnia wielu wodospadów tworzących półkole w kształcie okrągłego basenu. Nieprawdopodobna jest ilość spływającej wody, która dodatkowo podświetlona jest zachodzącym słońcem. Sycimy wzrok, bo wiemy, że pewnie tu więcej nie przyjedziemy.

Kiedy czekamy na transport powrotny do Foz do Iquzu, spotykamy miejscowego kierowcę taksówki pana Tadeusza - Brazylijczyka o polskich korzeniach. Zaskakujące jest, jak czysty jest język polski którym się on posługuje, ponieważ ani on, ani jego rodzice nigdy nie byli w Polsce. Natomiast język polski zachowali przez pokolenia. Pan Tadeusz opowiada nam o swojej rodzinie, dziadkach, którzy przybyli do Brazylii na początku dwudziestego wieku, rodzicach i licznym rodzeństwie. Jesteśmy zdumieni jego historią, wypytujemy o jego rodzinę, życie codzienne w Brazylii oraz o miejscową Polonię. Pan Tadeusz chwali sobie życie, jakie prowadzi, nie jest ciekawy poznać kraju, swoich przodków i nie wybiera się do Polski. Niestety, jak sam podkreśla, jego dzieci nie mówią już po polsku.

Cataratas del Iguazú
Był głodny
Cataratas del Iguazú
Garganta del diablo - kładka
Cataratas del Iguazú
Garganta del diablo
Cataratas del Iguazú
Pan Tadeusz - taksówkarz z Foz do Iguacu (Brazylia)
Cataratas del Iguazú
Kwiatek

Argentyna

23 stycznia

Rano pojechaliśmy autobusem miejskim na granicę, pieczątkę wyjazdową z Brazylii otrzymujemy bez problemu. Następnie mamy do wyboru albo czekać na autobus, który zawiezie nas na granicę z Argentyną albo pójść pieszo na argentyńską granicę. Wybieramy pójście pieszo, co nie było dobrym rozwiązaniem, biorąc pod uwagę kilka kilometrów ziemi niczyjej między posterunkami granicznymi, wagę naszych plecaków oraz uciążliwe słońce. Droga dodatkowo prowadzi pod górę. Widać wyraźnie, że jesteśmy na granicy między państwami, które nie są zaprzyjaźnione. Wreszcie dochodzimy, kolejny stempel w paszporcie i żegnaj Brazylio a witaj Argentyno.

San Ignacio
San Ignacio - mapka misji
San Ignacio
San Ignacio - ruiny
San Ignacio
San Ignacio - ruiny
San Ignacio
San Ignacio - ruiny katedry
Cataratas del Iguazú
San Ignacio - ruiny

Pierwszym miastem jaki widzimy w Argentynie jest Puerto Iguacu. Tylko przejeżdżamy przez miasto, ruch znacznie mniejszy niż w jego brazylijskim odpowiedniku i miasto chyba biedniejsze.

Na dworcu autobusowym kupuję bilety do San Ignacio. Zaczynają się problemy bo nie mamy argentyńskich pieniędzy, a wymienić nie ma gdzie, kantor na granicy nieczynny a w miasteczku kierują do banku, który też jest zamknięty z powodu sjesty.

Do San Ignacio dojeżdżamy miejscowym rozklekotanym autobusem. Planując postój w tym miejscu, chciałam zobaczyć słynne ruiny pojezuickich misji oraz poczuć miejscową przyrodę. Nocleg znajdujemy w posadzie El Descanso prowadzonej przez córkę austriackiego emigranta. Miejscowa przyroda w miasteczku jest zdewastowana, natomiast na wyjazd poza miasto nie mamy ochoty z powodu wysokiej temperatury.

W San Ignacio znajdują się dobrze zachowane pozostałości dawnych budowli pojezuickich, chociaż znajdujące się w pobliżu ruin muzeum rozczarowuje. Na dziedzińcu, przy pozostałościach kościoła, znajduje się szereg tablic z informacjami jak wyglądało codzienne życie mieszkańców. Z zapisków wynika, że bracia zakonni mieli się całkiem dobrze. Najbardziej okazały fragment pozostałości stanowiły ich siedziby, Indianie mieszkali w chatach otaczających cały teren.

San Ignacio
San Ignacio - ruiny
San Ignacio
San Ignacio - uliczka
San Ignacio
San Ignacio - rogatki miasta
Argentyna
W drodze do Salty...
Cataratas del Iguazú
Salta - dworzec autobusowy

Artystyczne zdobienia murów o których rozpisują się przewodniki, są raczej niewielkie i jest ich tylko trochę. Szokiem natomiast jest widok porozkładanych przy ogrodzeniu Indian Guarani sprzedających ręcznie wykonane drobiazgi. Widok ogromnej liczby indiańskich dzieci, zaniedbanych i chorych jest przejmujący.


24 stycznia

Zbieramy się wcześnie rano, miejscowym autobusem jedziemy do Posadas, skąd chcemy dojechać do Salty. Na dworcu autobusowym chcą nam sprzedać bilety ale nie mamy tyle peso. Bierzemy taksówkę i prosimy kierowcę aby nas zawiózł do kantoru lub banku. Zamiast tego, kierowca wiezie nas do kawiarni, gdzie miejscowy mafioso wymienia nam od ręki dolary. Wszystko było doskonale zorganizowane, pana cinkciarza pilnował osobisty policjant.

Z Posadas wyruszamy o 15,30 przed nami ponad tysiąc kilometrów drogi. Najpierw dojeżdżamy do Resistance gdzie mamy przesiadkę na autobus, który zawiezienie nas bezpośrednio do Salty. Nocną podróż zaczynamy odczuwać, gdy trzeba wysiąść w Salcie. Zmęczenie i niedospanie dodatkowo spotęgowane upałem. Pociechę stanowi fakt, że jesteśmy blisko punktu docelowego.

Pod wieczór jesteśmy na granicy argentyńsko-boliwijskiej, którą bez większych trudności przekraczamy.

Witaj BOLIWIO !!!