NASZE PLANY NA 2016



To co już załatwione i oczekiwane: Indie Południowe.

5 stycznia lecimy przez Dubaj do Bangalore, a wracamy 3 lutego z Madrasu. Ma być pięknie! Zielono i ciepło.

Plan podróży opracowała Pani Ela, której zobaczenie Indii Południowych był marzeniem. Wiem, że będzie Hapi z jego świątyniami, Goa z plażami i lasy morenowe z kanałami.

Dokładną trasę zna Pani Ela, bo ja niechętnie słucham o szczegółach – lubię jechać w nieznane i mieć przyjemność z niespodzianek. Dlatego wiem, to co wiem i to, co z paplaniny mojej Pani do mnie dotarło mimo prób niesłuchania.

Zaczyna się ciekawie... Kiedy podłączyłem akumulatorek od swojego Nikona do ładowania, okazało się, że ładowarka wyzionęła ducha. Jeszcze rozkręciłem, licząc na to, że to po prostu jakiś styk... Niestety, to nie styk. Układ scalony. Tak myślę, bo innej możliwości nie ma.

Tak więc, jadę bez Nikona. Z Fuji. Tym, który Pani Ela używała, zanim nie kupiła sobie ukochanego Pentaxa.

No cóż, jeszcze jakaś awaria samolotu i myślę, że pechowe wydarzenia zostaną wyczerpane...


To są plany najbliższe. Już, właściwie siedzimy na plecakach i czekamy, aby przeżyć poniedziałek.


Plany na dalej?

Mamy alternatywę – albo sobie na kilka miesięcy skoczyć do Ameryki Południowej i tam się poszlajać, lub kupić domek w pięknym miejscu i osiąść, aby grzecznie poczekać na śmierć.

Zarówno jedna, jak i druga możliwość jest ciekawa... Wszystko zależy od rozwoju sytuacji...